sobota, 3 maja 2014

Zleconka

i chorowanko.

Bardzo nieprzyjemny duet, który sprawia, iż poziomem kreatywności dorównuję przeciętnemu kalafiorowi. Lekko przytęchłemu.

Jednakowoż udało mi się dzisiaj skończyć wreszcie jedną zleconą grafikę*, zatem się chwalę.





*Pani miała na sobie jeszcze inne bajery, które uwzględniało zlecenie, a których ja osobiście nie lubię, więc do zleceniodawcy poleciało wybajerzone, a tutaj wrzucam wedle własnego widzimisię.


Padam na paszczę, a temperatura ciągle rośnie, zamiast spadać.
Jutro muszę odwalić jeszcze dwa zlecenia, tak więc będzie wesoło.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Dzisiaj trochę...

...o podstępnych paniach sprzedawczyniach w sklepach jubilerskich, wymuszających na niewinnych klientach wyrzeczenie się polskości.



Grypa czy inna zaraza mnie bierze, więc miałam w planie po przyjściu do domu kropnąć się spać.
Nie wyszło, udawanie Litwina poraziło mnie zbyt potężnie.


niedziela, 27 kwietnia 2014

Równouprawnienie

Dzisiaj będzie o równouprawnieniu.
Temacie kontrowersyjnym, budzącym potężne emocje i wywołującym dzikie awantury po forach/blogach/fejsbukach.

Generalnie jakoś nigdy nie czułam potrzeby uzewnętrzniania swoich opinii w tej kwestii, jednakże nadszedł ten dzień, gdy temat równouprawnienia dotknął mnie w sposób poważny i wymagający komentarza...

Otóż zbierałam się ja do pracy, jak co dzień na 8.30, jak co dzień usiłując zdążyć na tramwaj o 9.15, jak co dzień nieprzytomna.
Była zatem more/less godzina 8.50, a ja kiwałam się sennie na kanapie, usiłując przekonać się do pomysłu wstania, gdy przysiadł się do mnie Łasic.

- Wiesz... - powiedział głosem pełnym zamyślenia. - Tak już od dawna we mnie wzbiera...
Nie bardzo wiedząc, co może w nim wzbierać o tak upiornej porze, spojrzałam nań nieprzytomnie.
- Otóż mam marzenie! - kontynuował Łasic rzewnie, tkliwie i z pewną determinacją. Zdecydowanie pękały w nim ostatnie tamy:


Za chwilę dojdzie do tego, że zażąda półki dla siebie w łazience... Rozbestwili się ci mężczyźni! :D