poniedziałek, 24 lutego 2014

Montowali

Pewnego pięknego dnia przyniósł ekant darta do DTPu, wywołując tym samym wybuch dzikiego entuzjazmu wśród tubylców.
Użytkowany był ów dart namiętnie i z wielkim zapałem aż do chwili, kiedy w miejscu, gdzie sobie wisiał (przytwierdzon profesjonalnie taśmą klejącą do ściany), zorganizowano stanowisko pracy.

Zdesperowany DTP postanowił znaleźć nowe miejsce i zamontować darta na nowo...



video



Robione na bardzo szybko, ale cała dzisiejsza akcja wymagała odpowiedniej reakcji :D
Bazgrolstwa moje, za animację odpowiada Łasic.
Muzyka, co chyba każdy kojarzy, z "Sąsiadów".

niedziela, 23 lutego 2014

Wstrętne małe pudło

pełne nowoczesności.

Nadszedł w końcu ten moment, kiedy postanowiłam zmienić telefon. Oczywiście na kolejne kopyto z funkcją "dzwoń/nie dzwoń" i niczym poza tym, z normalną klawiaturą rzecz jasna, bo myźgać po ekranie palcem niespecjalnie lubię.
A potem wszyscy szatani mnie podkusili i kupiłam takie myźgane pudło, tylko po to, żeby móc na tym badziewiu grać w Tiny Death Star.

Oczywiście chwilowo telefon ze mną wygrywa, między innymi złośliwie wysyłając do moich znajomych smsy bez mojego udziału. Szczytem wszystkiego było wysłanie wiadomości o treści "W tej chwili prowadzę. Oddzwonię później", co było tym bardziej absurdalne, iż nie nie posiadam prawa jazdy i posiadać nie zamierzam, gdyż odróżnienie prawa od lewa mi nie bardzo wychodzi, a szukać instruktora-sieroty bez rodziny, który mógłby ewentualnie narażać swoje życie i zdrowie, nie mam czasu i chęci.

W każdym razie zmagam się z techniką.





Ale za to Tiny Death Star bardzo zbożne.

ps. Drugi tydzień migreny - kreatywność na poziomie kartofla.

wtorek, 11 lutego 2014

Ciężki żywot Krzysztofa

Krzysztof nadzoruje (momentami) naszą, to jest moją i Kai pracę.
Zmusza go to do wizyt w naszym kącie oraz do informowania nas, czego to on by od nas nie chciał na chwilę obecną, przyszłą i na wczoraj takoż.
Na informowaniu się nie kończy i zazwyczaj poprzez prośby, groźby, biadolenia i inne natręctwa próbuje uzyskać jakieś efekty.

Mierne :D



No nie ma lekko, wyznać muszę.
Ale na pewno kocha nas nad życie, kontakty z nami sprawiają mu szaloną radość i z prawdziwą przyjemnością przychodzi informować nas o naszych powinnościach i zakresie obowiązków.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Joga, panie!

Postanowiłyśmy zapisać się z Kają na jogę.
Bo trochę wstyd już na pierwszym piętrze, sunąc po schodach, prawie płuca wypluwać, dyszeć jak maszyna parowa i ogółem sprawiać wrażenie, jakby się na to piętro wnosiło wór kartofli, a nie tylko swoją skromną osobę.

Joga wydała nam się najmniej katorżnicza, te kwiaty lotosu na spokojnej tafli jeziora, nieprawdaż, chłodne opanowanie, medytacje i takie tam inne przyjemne i relaksacyjne rzeczy, żadne hantle na siłowni i dzikie biegi na bieżni.

Sama przyjemność, a następnego dnia pełne wigoru przebędziemy te schody nawet ich nie zauważając, jaka tam zadyszka, kwiaty lotosu nie mają zadyszki.

Tymczasem na zajęciach:


Bardzo miła pani terrorystka kazała nam robić różne dziwne rzeczy.

Jutro w formie paralityków prawdopodobnie dotrzemy do pracy.
Ale było całkiem zacnie :D

niedziela, 2 lutego 2014

Oby się udało...

...przebrnąć przez te hordy rysujących ochotników, którzy pchają się po ewidentnie moje zlecenia na chibi rysunki! ;)

Poniżej grafa na wabia dla tych miłych człowieków od ogłoszenia, którzy mam nadzieję, że wiedzą, iż największe szczęście w życiu właśnie zapukało do ich skrzynki mailowej :D




Byłoby zbożnie. 

pees. postać nie moja; pochodzi z mangi "Spice and Wolf" - ja jeno przerobiłam ją na chibi.