sobota, 3 maja 2014

Zleconka

i chorowanko.

Bardzo nieprzyjemny duet, który sprawia, iż poziomem kreatywności dorównuję przeciętnemu kalafiorowi. Lekko przytęchłemu.

Jednakowoż udało mi się dzisiaj skończyć wreszcie jedną zleconą grafikę*, zatem się chwalę.





*Pani miała na sobie jeszcze inne bajery, które uwzględniało zlecenie, a których ja osobiście nie lubię, więc do zleceniodawcy poleciało wybajerzone, a tutaj wrzucam wedle własnego widzimisię.


Padam na paszczę, a temperatura ciągle rośnie, zamiast spadać.
Jutro muszę odwalić jeszcze dwa zlecenia, tak więc będzie wesoło.

7 komentarzy:

  1. Robi wrażenie nawet bez "bajerów" z których ją ogołociłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajery były stanowczo do odstawienia :)

      Usuń
  2. No proszę Państwa na co jej gadżecenie jak ona bez nich nieziemsko wygląda *-*!
    Podziwiam naprawde!
    Moje bazgroły przy tym... No cóż, czuję jak padam na kolana xd
    http://oponiew.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam ale... zajebiste *-*
    No i nic więcej nie muszę dodawać ♥

    Pozdrawiam!
    Czarny Kotyszek

    OdpowiedzUsuń